Budownictwo drugiej połowy minionego wieku chętnie sięgało po materiały zawierające azbest, uważany podówczas za neutralną substancję. Po latach okazało się jednak, że jest to bardzo niebezpieczny materiał, ponieważ wiele osób przebywających w budynkach, których poszczególne elementy wykonane były z użyciem azbestu, odniosło poważny uszczerbek na zdrowiu – popularny azbest uznano za kancerogen. Zaczęto więc trującą substancję sukcesywnie wycofywać z budownictwa, a problem składowania i dokładnego rozmieszczenia takich składowisk w poszczególnych regionach miał być definitywnie rozwiązany do roku 2006.
Tymczasem minęły już cztery lata od oznaczonej daty, a problem azbestu, w dobie nowych technologii w budownictwie i podążania w stronę ekologicznych rozwiązań, wciąż istnieje. Zamiast na specjalne wysypiska, elementy budowlane zawierające azbest niejednokrotnie trafiają w przypadkowe miejsca i na tzw. dzikie wysypiska. A wszystkiemu winna niedbała dokumentacja. Plany rozmieszczenia składowisk z azbestem opracowało niecałe 50 proc. zarządów województw, co nadal ułatwia proceder nielegalnego pozbywania się niebezpiecznych odpadów. Jak podaje Portal Samorządowy, do likwidacji przeznaczonych jest niemal 15 ton azbestu, które do tej pory znajdują się w wielu budynkach użyteczności publicznej czy na drogach. Dodatkowym zagrożeniem związanym z usuwaniem azbestu są niekompetentne firmy, które przez niewłaściwe działania mogą przyczyniać się do bardzo szkodliwego „pylenia” tej substancji.
Czy zdążymy uporać się z tym problemem do roku 2032, jak zakłada rząd? Jeśli dokumentacja nadal będzie nierzetelna, a prace w tym zakresie przeprowadzane będą w sposób tak niedbały i powolny, jak do tej pory, data ta wydaje się mało realna. A problem jest poważny, tak jak poważne jest zagrożenie azbestem dla ludzkiego zdrowia.