Za nami dwa pierwsze dni konferencji klimatycznej w Kopenhadze. Ostatni z nich zakończył się olbrzymim skandalem. Brytyjski „Guardian”opublikował bowiem tzw. „tekst duński”, czyli dokument wstępnego porozumienia, w którym znalazł się m.in. zapis o ograniczeniu pomocy na rozwój dla biedniejszych krajów.Całość została rozesłana tylko do przedstawicieli kilku bogatszych krajów. Nie wiadomo jednak dokładnie, do kogo – na pewno dostały ją Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Dania. Zaakceptowanie dokumentu w istniejącej formie spowodowałoby obniżenie roli ONZ w podejmowaniu decyzji, związanych z walką ze zmianami klimatycznymi – tekst jest bowiem tak skonstruowany, żeby podważyć założenia traktatu z Kioto i skłonić Baracka Obamę do jego podpisania.
Dopuszczalna ilość emitowanego dwutlenku węgla miałaby być uzależniona od liczby mieszkańców. W praktyce oznacza to, że mniej rozwinięte kraje z większym przyrostem naturalnym nie zwiększałyby nakładów na ekologiczne budownictwo i nowe technologie budowlane, co prowadziłoby tylko do zwiększenia gospodarczej przepaści między nimi a krajami bogatymi i w konsekwencji uzależniałoby je od pomocy tych ostatnich. Na powyższe zapisy nie mogą się zgodzić delegaci biednych krajów, a część z nich zadeklarowała nawet wcześniejszy wyjazd z konferencji. Czyżby więc największa konferencja klimatyczna, która miała przejść do historii jako nowy początek dla działań, związanych z ochroną środowiska, miała okazać się klapą za sprawą ekologicznego budownictwa i nowych technologii budowlanych?